| Poniedziałek c.d |
|
Pojechałam z Marcinem do tego jego mieszkania. Usiadłam tam na łóżku. Pakowaliśmy go w takie małe kartoniki, żeby się ich sporo do auta zmieściło. Bo stwierdziliśmy, że więcej niż dwa kursy to przydało by się nie robić. Chyba ze trzy godzinki zajęło nam spakowanie tych ostatnich rzeczy. Weronika, jeszcze raz bardzo Ci dziękuję, że mogę u Ciebie zamieszkać. Ja będę sobie czegoś szukał. Obiecuje. Ale tak w dwa dni bardzo ciężko cokolwiek zaleźć. I coś, żeby jeszcze w miarę cenowo było. Ale Marcin, po co będziesz czegoś szukał. Każde z nas ma oddzielny pokój. Przecież nie będziemy mieszkali w jednym, więc ja nie widzę problemu. No chyba, że to ja będę Ci przeszkadzała. To już inna sprawa. Marcin spojrzał na mnie jakby chciał mi powiedzieć, jakie Ty głupoty gadasz. A przepraszam, że niby w czym Ty mi będziesz przeszkadzać, co? No nie wiem, może tym, że rano będę latała po mieszkaniu w piżamie, albo koszuli nocnej. Albo, że będę długo światło świeciła. Aleś Ty durna Werka. Co Ty w ogóle gadasz. |